Bo na takim osiedlu dzisiaj byłam. A właściwie wczoraj. Najbardziej zauważam, jak płynie czas gdy wracam w nocy do domu. Jak zmieniają się pory roku. I to jest najwspanialesze! Wiosną jest bardzo bardzo chłodno. Już się wcześnie robi jasno, a mimo wszystko wiaterek jest lodowaty. I wszystko dojrzewa i rośnie. Kiedy idę nocą słyszę, jak ziemia oddycha. Bije jej serce, wydziela zapachy, daje dużo dużo energii. Latem jest najbardziej mistycznie. Gęste liście na drzewach, a ponad nimi milion gwiazd. A najprzyjemniejsze w tym wszystkim jest ciepło. Dają je drzewa i rozgrzany asfalt. Czasem przystaję i patrzę się w te piękne drzewa. Kiedy liście poruszają się od lekkiego wiatru, cienie układają się w mozaikę. A wtedy czas płynie najszybciej. I czuję strach, bo wiem, że kiedyś się to skończy. Najśmieszniejsza jest jesień, bo oprocz tego, że czas zmienic ubranie i od nowa przyzwyczajac się do grubych swetrów, to przechodząc pod drzewami trzeba schylac się tak nisko, żeby nie zachaczyc przypadkiem do zwisające pająki. A wchodząc w brame lepiej uważac pajęczyne na ustach. Zimą nie ma drzew. One po prostu nie istnieją. Kiedy pada śnieg jest bardzo, bardzo jasno. I magicznie, bo czuje się już nadchodzące swieta. Godzine po smierci Kłopota zaczął śnieg padac.