posesyjna impreza kaszmirkowa pod hasłem: grilowana kiepasa (nie kiełbasa)

pijany magister prawa skacze przez płot moich sąsiadów i latające w powietrzu klapki :]]]

VTO: dobra pije i uciekam bo już środek nocy a ja dzisiaj mam egzamin

godzina około 4 w nocy. sprzątamy rzygi ze schodów do piwnicy. pod balkonem mamy. daaaajcieeee szlaaauchaaaa i po sprawie :D
tłum (drze się na drugi koniec ogródka): kręęęęććć tąąąąą gaaaałkąąąa w praaaawoooo
Marzena: kręcee!

woda prysnęła, wszystko sie rozprysło na naszych spodniach :]
tłum: w leeeewoooooooooo
Marzena: w lewwoooo

poświećcie komórką bo nie widać gdzie to spadło :D
mama: co tam za hałasy?
ja: aaaaaa kiepaaasaaa!!! kiepasa na tzecim schodku!!!!

a potem impreza u Romy czyli urodziny Olgi :)
jechał koleś rowerem i w iglaki wjechał :] noc świętojańska, pyszny tort i fajeeerwwwekiii!!!
skończyły się napoje i ktoś zrobił drinki z mlekiem. więc nic tylko odliczać ile im zostało do wielkiego srania :D sto lat.

a tak poza tym to meow wyjechała do USA, mam koniec sesji i zdałam egzamin na prawo jazdy. jednak samtajms lajf is bjutiful :) (taaaaak szczególnie z tego pierwszego faktuuu ehhyh :D moniu:*)

tylko strach sie bac po gdansku łazić coby nie spotkac kogos komu nic sie juz nie ma do powiedzenia….