kasiapelasia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

słysze w nocy jak mama wstaje. wyskakuje z łóżka i biegna szybko za nią. idziemy po ciemku na dół, po cichutku bez zapalania światła. mama wyciąga z apteczki jakiś preparat domowej roboty. smatujemy sobie nogi pogryzione przez komary i idziemy dalej spać. jest gorąco, nie ma czym oddychać. wstaję prawieże nieprzytomna z wyczerpania i idę do łazienki. za oknem już szarno, szare, klockowate budynki i szare płoty. siadam na wannie. jest gorąco a bąble na łydkach swędzą niemiłosiernie. podnoszę głowę i widzę za oknem śliczny, beżowy domek ze skośnym dachem. opieram ręce o śliską, nowszą wannę. i wtedy czuje że wszystko jest innaczej i nic już nie będzie takie samo. nowe dywany, inny pokój, nowe łóżeczko, nowa pościel, nowe meble. nowy płot za oknem i nowy pierścionek. nowe potrzeby, nowe przemyslenia, nowe uczucia. nie chce ich, chce starą poobijaną wannę i szambo zamiast kanalizacji. niech będą stare fotele i rozwalony polonez. i tata

coś do posłuchania

#158 żyje

Brak komentarzy

żyje. w czwartek kończe prace na taktaku a już od piątku na carlsbergu czy jak to sie pisze. gdzie pracujesz? – na piwie.

Dużo różnych głupot się robi. Lezy się na plaży, opala się, lody się je, wyciska pryszcze, drapie po plecach, rozmawia ze znajomymi, gra w golfa albo pływa na desce. Różne różne. Gada sie o tym i tamtym, o pierdołach zazwyczaj, kanapki sie je, wdycha sie hel a potem gada przez megafon. Różne różne. Pieski głaszczemy, zagadki typu jaka to rasa, czy to jest polak czy hiszpan, zakład że ten koleś ma canona a nie olympusa?
Raz na przykład leżymy na plaży i dwóch kolesi gada ze sobą:

1: kurwa nigdy wiecej nie pije z nim, nawet nie pamietam czy obalilismy tamta połówke bo juz jej nie znalazłem, całą sałatke wpierdolił a potem chciał ze mną spać
2: no bo jak on już nie jest z Kryśką to nie wiadomo co mu jest, ja to bym go na dywanie położył i przykrył drugim dywanem, a do sałatki wlaliśmy dwa kieliszki jak poszedłeś do kibla bo sos sie skończył, kurwa jego mać ja też nie pije wiecej z wami

Adam puszcza przez megafon swój wsiuruński hip hop, a Wiktoria kupiła sobie tosta z serem za 4 złote. Ja dostałam ooooolbrzymią wypłate za 4 dni pracy i wogóle wogóle jestem happy. Prowadze rozliczenia, mam służbowy telefon i robie zakupy na fakture (hehe). W sumie to ja z nich tam najdłużej pracuje, Magda z bursztynków i tak wogóle to prawie rodzina to dziwi sie że u nas co chwile ktoś wylatuje z pracy. Sie wie gdzie można przysiąść albo poleżeć no nie? Wczoraj na przykład zrobiliśmy duży utarg u pijanych niemców i jeszcze większy napiwek. Jakprzychodzi kontrola zawsze ją wyczuwam w kościach, jestem wtedy niepotargasna, czysta i wogóle wogóle a wszystkie cyferki, taryfy, treści i inne bajery mam w jednym paluszku. Potrafie zagadać gościa tak że nie wie jakie pytanie jeszcze zadać. Znam tysiąc odpowiedzi na pytanie co może zrobić z każdą rzeczą u nas kupioną, dlaczego megafon jest troche pękniety i gdzie wysłać jakiego smsa za jaką cene na ile czasu żeby dostać to albo owo.

Policjanci nas spisali:
Poczam was w imieniu prawa o yyy no tam o coś, żeby KURWA za pajacowanie tyle zarabiać? co za kraj jebany, to do zobaczenia jutro .

Ogólnie jest git, przyzwyczaiłam się do napietego planu dnia, punktualności, skrupulatności, dokładności i takie tam i do cwaniactwa szczerze mówiąc, bo to troche niemożliwe żeby człowiek chodził non stop przez kilka godzin w słońcu jak zegarku. Szefowa kocha nas ponad życie, wychodzimy z wszystkich grup na prowadzenie, klienci chwalą za niezapomnianą reklamę i bajeczne warte grzechu odzywki :p

Już niedługo wrzesień. Koniec pracy i co zrobić z tą kasą? Wydać na pierdoły czy dalej zbierać na prawko?

I WANNA DANCE

Jeżdże codziennie do pracy, obserwuje nasz kraj i zachowania zarówno Polaków i obcokrajowców i powoli nabieram konkretnej opinii. W Gdańsku na starówce, albo w Sopocie na Monte Casino jest bardzo bardzo pięknie. A tak poza tym jak się jedzie autobusem to slumsy i peerelowski klimat. Weźmy takiego Hiszpana wsadźmy w B spod lotniska i dowieźmy do Dworca PKP. Pierwsze 5 przystanków to obwodnica, olbrzymi park hanndlowy Matarhnia z nowoczesnymi marketami takimi jak IKEA, H&M, Obi, Electro World czy Empik (o ile można nazwać go marketem). Ok, na pierwszy oka jesteśmy supernowocześni i młodzieżowi a do tego kolorowi. Dalej są lasy, a potem to już szkoda gadać. Wojskowe czy tam więzienne koszary, korki (choć dla cudzoziemnców to luzik a nie korek bo jak powiedział jeden Włoch czy Duńczyk – w Warszawie jest tak cichutko i spokojnie), śmierdzący dworzec PKP ze zboczeńcami, pijakami, bezdomnymi, narkomanami, złodziejami i innymi nieszczęśliwymi osobistościami. Skoro w Warszawie jest tak cichutko i spokojnie, to Wrzeszcz z centrami handlowymi to istna wiocha! No dobra, ale do rzeczy. Jadąc ode mnie non stop czerwone murki, slumsy i obdrapana Orunia, inny świat praktycznie. Taki delikwent przejedzie przez Stocznie ówcześnie napatrzając się na nią ile da i wdychając strajkowy dym, który gdzieś jeszcze tam jest w napisach „dzisiaj my jutro wy”, albo „nie oddamy stoczni” i wybitych szybach. Dojedzie do Sopotu, zagrzeje dupe w jakimś włoskim hotelu, nażre sie w chińskiej restauracji, pójdzie do jakiegoś klubu gdzie przy 50-letnich dziadkach wiją sie naćpane szesnastki i zwiedzi jakieś obsrane muzeum fińskich lalek. A potem co robić? A potem w teren. I wtedy sie zacznie. Przejrzą na oczy, że w naszym kraju nawert niewidomy dziadek go okradnie, na co drugim rogu stoją dzieci i sprzedają gazety, dzieci pracują w sklepach, dzieci dźwigają ciężki towar, dzieci sprzedają pocztówki, dzieci wypożyczają rowery, dzieci sprzątają śmieci, dzieci układają bursztynki na stojakach, dzieci chodzą pijane, dzieci plują na siebie, a co drugi dorosły jest porządnie pijany i łapie konakt ze światem z 40-minutowymi przerwami. Tylko przejezdni i warszawiaki stroją sie w różowe obcisłe koszule, jebane pedrylki i metrozboki.

Tak na zachete dali nam koszulki Fify z tegorocznego Mundialu, żeby przejść sie po bulwarze i sprzedać pare. Jakiś włoch szedł za nami z 10 metrów i cały czas coś gadał, potem skandował ITALY (no super że wygrali), potem próbował po niemiecku powiedzieć „Poland Scheise”, a na koniec jego pojebany dzieciak podbiegł do kolegi i uderzył go z piąchy w noge. Oczywiście ryknęłam prez megafon żeby spierdalał bo nie pozwole sobie żeby mną jakiś zagraniczny szczeniak pomiatał w moim kraju. Ale skoro stary nic sobie z tego nie zrobił to jaki stosunek do nas mają? Jak do Rumunów czy może już jak do Żydów? Co drugi warszawiak gadał do nas że Polska przegrała z wielkim hukiem, że wystawili nas na ulice i pośmiewisko z nas robią, że wstyd dla Polakw, aż kolega powiedział do jednego że skoro jest takim patriotą to niech wypierdala z tego kraju myć murzynom dupe na zachodzie. I teraz tak sobie gadam w języku potocznym, ale jak widze na to jak nas traktują to krew sie we mnie burzy. Wyjeżdżamy za granice nie po to żeby chlać tanie wino, poniżać sie przed szefem i liczyć w sklepie ile możemy jeszcze włożyć do koszyka, tylko żeby jeść tą zagraniczną wate zamiast chleba bez wyrzutów sumienhia że teraz nie starczy na buty na zime.


  • RSS