kasiapelasia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2006

Kaszmir: podobno jak ktoś skubie trawe to jest niewyżyty seksualnie, jak narazie to widze że wszyscy skubią oprócz Ani
Ania: nieprawa! ja też skubie!

Kaszmir: no ale ja nie rozumiem dlaczego ona go tak nie lubi że musi od razu szkołe zmieniać!!! przecież chyba nie jest tak źle
Biały: ojj nie, on ją cały czas zlewał
Marzena: kaśka też ją zlewała
Biały: oj nie, on jej czasem wrzucał
Marzena: kaśka non stop jej wrzucała!
Biały: ojj nie, on nawet zasnął na lekcji!
Marzena: no i? kaśe Arek budził tylko jak ta się jej coś pytała
Biały: ale on na prawdę przesadzał!! pokazywał że ma jej przedmiot gdzieś i wogóleee
Marzena: noo a jak Arek miał pomarańczową koszulke to Kaśka wyciągnęła taką samą od wuefu i na środku lekcji sie przebrała, na komórce grała w statki i nie prowadziła zeszytu
Biały: ale ona cały czas dzwoniła do jego rodziców, albo 6% dostał z pracy
Marzena: do kaśki też dzwoniła o byle co, o wagary, o odzywki, a potem o to że obina ją wzrokiem, a jak dostała kilka procent to poszła się kłócić i tak sobie wrzucały aż wyszła zwycięsko z 30%
Biały: no to ja nie wiem za co ona tak sie uwzieła, może ona bardziej dziewczyny woli, czy coś

czwartek: drogi pamiętniczku, w czwartek kupiłam sobie zieloną sukienkę. ale mam kurde zarąbistą sukienke. naprawde, nie kłamie! jest wypasiona w kosmos a co najważniejsze, jak rzekła Zagato, kaszmirkowata. a tak poza tym to babcia prała dywany na podwórku i Reksio rozwalił się w kałuży. gorąco mu, ojj strasznie gorąco. a wieczorem sam został wyprany :]

piątek: noc Ku-Pały :D

Reksio na godzine 13 był umówiony z fryzjerem w Tczewie.

fryzjer: cześć, ja sie nazywam sadysta, a Ty? klopsie grubiutki, atititi ładnie masz być obicęty, taaaak? żeby suczki za tobą piszczały? się zrooobi. a mają też sikać po nogaaach? jo? jo?

jedyną reakcją Reksia [niesłychaną] nyło polizanie OBCEGO po nosie.

Kaszmir: cześć wujek, [dzisiaj jestem Koszmar], moge szybko włosy bo za pół godziny mamy odebrać psa? (:

wizyta u brata dziadka [Jasiu, ponad 80 lat]

Jasiu: [po wstępnym rozpoznaniu że dziadek to dziadek i że jeszcze żyje patrzy się a nas z rozdziawioną japą wyraźnie zadowolony]: yyy eee a to kto? [pokazuje palcem na mnie]
dziadzio: wnuczka moja
Jasiu: ktoo?
dziadzio: [o dobre 20 decybeli głośniej:p]WNUUUCZKAAA!!!
Jasiu: [nie kojarzy, zastanawia się]: hmm, ahaaaa
dziadzio: NAJMŁODSZAAA!! MOJAAA!
Jasiu: ahaaaaaaaa [zaskoczył] twooojaaa??? [lekkie zdziwienie]
dziadzio: NOOO MOJAAA, NAMŁODSZA, KASIA MA NA IMIĘ [przecież on mnie zna =.=''''] FAJNAAA TAKAAA CZAAARNULKA NIEEE? TAKA CZARNULKA. MOJA!!! OPALONA!
Jasiu: taaak?
dziadzio: NOOO, ALE PAPIEROSAMI…
Kaszmir: COOO? CO TY GADASZ?
dziadZio: noo przecież palisz! WIEEESZZZZ JASIUUU JAK TO DZISIEJSZA MŁODZIEŻ
Kaszmir: FOOOOCH!

zachodzę do drugiego pokoju, w którym mieszka córka Jasia z mężem. miłe małżeństwo około 50 lat. wujek Mirek podchodzi do komputera

w. Mirek: noo jeszcze 200 czegoś tam zostało
c. Ola: wariaat, nic tylko ściąga i ściąga
w. Mirek: w nocy lepiej się ściąga, ja lubie taką muzyke, chcecie posłuchać? [włącza, ku mojemu zdziwieniu to nie jest żaden Iron Maiden ani The Doors ale jakieś techno z Bangladeszu] fajnee nie?
c. Ola: ojj Mirek wyłącz to, nie rób wiochy

siedzimy dalej, rozmowa się nie klei, Mirek znowu podchodzi do komputera

w. Mirek: [włącza skype'a i łączy się z synem, który siedzi w Niemczech] Kubaa! patrz kto u nas jest! [kieruje kamere na mnie i mame] poznajesz?
Kuba: yyy nie, hehe
w. Mirek: nooo zgaduuj, no twoja chrzestna!

i dalej już wizyta wyglądała w ten sposób, że wszyscy siedzieli w pokoju, tylko jakiś wielki brat gapił sie na nas z okienka!

a Reksio wygląda jak ostry pies. móóój kudłaczkuu bezkudłowyyy

Krzysiu: noo ja nie zapomne, zawsze jak siedziałem z Kaszmir to sie na mnie wyżywała, a często z nią siedziałem
Kaszmi: hihi a jak z tobą nie siedziałam to z Arkiem, ale on był grzeczny i nic sie nie odzywał
Krzysiek: no ale o byle pierdoły! ja sie usmiecham a ty mi wrzucasz że II wojna światowa nie jest śmieszna!
Magda Ania: hehe, no wiesz, Krzychu to mój najlepszy kolega, ale jak zły humor czy coś to od razu na nim odreagowuje
Kaszmir: no on sie nigdy nie obraża, a słyszeliście jak go upiłam? :D

Martucha: co ty, reddsa?
Kaszmir: noo, bo boje sie że Anka wejdzie, a tego bym sobie nie wybaczyła, to jest chyba ostatnia osoba, która myśli o mnie dobrze :]
Martucha: no co ty, ona by nie uwierzyła, ja jej mówiłam że jesteś niegrzeczna a ona powiedziała że kłamie, ona tak cie lubi, mówi że jedyna porządna moja koleżanka
Krzychu: a kto to Anka?
Kaszmir: mama Martuchy:p

Sabatce niedobrze
Kaszmir: chcesz zwymiotować? to ci lepiej zrobi, ja ci włosy potrzymam
Sabatka: nie, nie chce, tylko przewietrzyć sie chciałam
Kaszmir: ale ja naprawdę moge potrzymać ci włosy
Olek: no !
Sabatka: niee, no przecież mówiłam
Olek: [wydziera sie] DAWAAAAJ

sobota: domówka u babci Jasi^^
babcia Jasia – właściwie to prababcia, mieszka na wsi w wielkiej chacie zbójnickiej, ma ileś tam córek i prawnuków to w sumie około 17. zawsze jak tam jade to śmieje się że jedziemy do Soplicowa. zawsze pośrodku sotłu siedzi matrona, seniorka rodu, prababcia Jasia a naokoło niej potomstwo. imprezkie jakich mało. dzisiaj biesiada na dworze.

Renia: Heniek, wiesz coooo, zrób mi fikołka
Heniek: no co ty, zwariowałaś?! na polbruku?

siedze gdzieś tam daleko od rodziny, jem sama, gadam sama ze sobą, pije sama, tak wogóle to od 3 godzin sama sobie wszystko

mama: no i jaaak?
Kaszmir: dzisiaj upije sie na siedząco
wujek: [wyrwany z kontekstu] dolaać? ooj już mojej Kasiuni brakuje tutaj, już lece
mama: [dalej sie wydziera przez tłum]to sie połóż, co będziesz na siedząco

wracamy, w samochodzie:
Kaszmir: to kto sie w końcu tam buduje?
mama: Jarek
Aśka: Robert
dziadzio:[upity] noo, bo Robert to Jarek, nie wiedziałyście? :D

no co? nie wiedzieliście? :D

#150

2 komentarzy

Oglądamy seriale, pijemy mleko, słuchamy muzyki,chodzimy po ulicach – uniwersalne czynności. Nie widzimy zwyczajnych spraw, to nas nie obchodzi. Zazwyczaj staramy odciąć się od szarej rzeczywistości tylko po to, żeby choć na trochę poczuć się w innym świecie. To tak jak aktor, który w każdym filmie jest kim innym. Niektórzy dowartościowują się swoimi dziennymi marzeniami, inni nie. Widzimy dobre samochody, drogie knajpy, ładne sukienki. Wyłączamy dźwięk od tego, czego jest pełno. Żyjemy ze świadomością, że kiedy przyjdziemy do domu i włączymy telewizor biedne dziecko poprosi nas o wysłanie smsa na jego obiad czy szczepionkę. A kiedy kładziemy się spać marzymy o sprawach ponadprzyziemnych. Ja na przykład zaraz pójdę spać i wiem, że najpierw pomyślę o jutrzejszym dniu, o autobusach i ludziach, a w następnej kolejności o czymś przyjemnym. Wiadomo o czym. Czasami gdy jest nam źle przypominamy sobie coś strasznie strasznie miłego. Ja więc myślę o tacie. No dobrze, dlaczego marzymy więc w dzień o innym mieszkaniu, a w nocy o mocniejszej, piękniejszej miłości, niż ta, która dotychczas nas spotkała? Czasem trzeba spojrzeć na to wszystko od drugiej strony. Nie myśleć w ten sposób, że ktoś inny zazdrości mi urody, ubrania albo bliskich, tylko w taki, żeby nie poczuć się gorszym przy kimś „potencjalnie” lepszym. Piszę „potencjalnie” w cudzysłowie, bo wszystkie wartości tak na dobrą sprawę są względne. Każda rzecz, która podoba się nam u innych wydaje się lepsza. Podróżując do innych miast lub krajów na początku widzimy piękne budowle, dopiero później dostrzegamy obrzeża, które z czasem nabierają dla nas kształtów. Dla nas samych sztuką jest więc dostrzeżenie kształtów we własnej rzeczywistości. I w sobie przede wszystkim. Żaden prezydent, żadna telewizja, ani nawet mama nam w tym nie pomogą. Szkoda tylko, że takie problemy zawsze będą i nikt nigdy nie odgadnie skąd się biorą. Kiedy straciłam tatę, zrozumiałam, że rzadko dostrzegałam to, co najważniejsze. A kiedy miałam kogoś próbowałam skupić na nim całe swoje szczęście, które potem doprowadziło do bolesnego upadku z wysokości. A teraz dochodzę do wniosku, że ludzką naturą, bez względu na doświadczenie, jest popadanie ze skrajności w skrajność. Stoję w miejscu z lękiem o bliskich i z lękiem o stratę kogoś kolejnego. Lubię patrzeć się na to zdjęcie u góry. Każdy kto lepiej mnie zna od razu rozpoznaje, który to tata. Dosyć o mnie.

ssss.jpg

„Każdemu z osobna należałoby powiedzieć: czy wiesz kim jesteś? Jesteś cudem! Jesteś niepowtarzalny! Na całym świecie nie ma drugiego dziecka, które jest takie samo jak Ty! I miliony lat przeszły, kiedy nie było takiego dziecka jak Ty! Popatrz na swoje ciało: jaki cud! Twoje nogi, Twoje ręce, Twoje zgrabne palce, Twój chód. Możesz stać się jak Sheakspere, Michał Anioł, Beethoven. Nie ma kogoś, kim nie mógłbyś się stać…”

(Pablo Casalas)

piosenka na dobranoc: Vanessa Paradis &Etienne Daho – Dis lui toi que je t’aime <—klicknij

k: dzień dobry, w czym mogę pomóc?
klient: I can’t speak, I can’t, I can’t!!
k: can I help you? would you deo or roll? would you smell? [oczywiście bez perfekcyjnej poprawności]
klient: no, I have nivea [wyciąga z koszyka dezodorant nivea i pokazuje dumny] but I’m here because I wanted to talk with youuuuu

~~

k: dzień dobry, w czym mogę pomóc?
klient: narazie nic, tak sobie oglądam, żona mnie wkurwia, dobra ide bo mnie goni

~~

k: dzień dobry, w czym mogę pomóc?
klienci (4 chłopaków): oo ale extra dezodoranty! fajnie pachną?
k: może pan powąchać, już pokazuje [otwieram niestety nowy dezodorant, plastik pstryka, chłopaki się cieszą]
klienci: moge ten zobaczyć?? [sięga po inny i próbuje nacisnąć] coś mi nie idzie, też mam ciapnąć?

~~

k: dzień dobry, w czym mogę pomóc?
klientka: o zobacz synuś! jakie fajne dezodoranty! można powąchać? [wącha] i jak ci sie synuś podobają?

synuś [lat około 20]: ten srebrny lepszy
klientka: a mi ten czarny bardziej, laadne takie męskie te zapachy
synuś: ale ten srebrny jest ładniejszy!!! mama!!!
klientka: dobra dobra, ja wiem lepiej [w końcu to on się będzie nim pryskał a nie ona, no nie?]

~~

k: dzień dobry, w czym mogę pomóc?
klient [ok. 18 lat]: oo ale extra pachną, bierzemy mama?
mama: no masz przecież pieniądze
klient: jakie?
mama: no teeee [nachyla sie i do ucha coś mu gada, szybko sie zmywam na drugi koniec półki, po chwile słysze rodzinną awanture]

~~

k: dzień dobry, w czym mogę pomóc?
klientka: gdzie są puste butelki na mleko?
k: jakie? [zdębiałam]
klientka: no puste, plastikowe!! szybciej bo mi sie spieszy!!
k: jaaa yyy przepraszam nie wiem
klientka: jak to nie wiesz>? to gdzie ty pracujesz? sratatatata
k: podpaski są tam! [a jak masz wścieklizne to nie wychodź z domu]

noo, ale liczy się ilośc a nie jakość. przerobiłam troche szablon, żeby był czytelny w każdej przeglądarce. nie robie strzałek poprzednia/następna. archiwum jest od tego :] dlatego też postanowiłam numerować, żeby się wszystko wszystkim zgadzało.

niedawno ktoś na jakimś forum wygadywał że do naszego miasta strach przyjechać, pełno skinów itd. śmiałam się z tego, ale jakby nie było wielu moich kolegów pogoliło głowy (niekoniecznie z modą związane). nad rzeką jeden pan chciał nam pokazywać wytatuowane swastyki na kolanach. ja i tak się nie boję, w końcu sami swoi, no nie? :)

kasia: andrzeeej! ty golisz nogi!!!!
andrzej: nieprawda!! tak wolno rosną!

poszłam do szkoły. nauczyciele biegają jak szaleni z dziennikami, pocą się, męczą, uczą się pod ścianą, mózgi parują, na to wszystko nasadzić jeszcze olbrzymi tyłek pani Pe i wychodzi szkoła wariatów! a ja? a ja wchodzę sobie beztrosko w spodenkach, opalona, wypoczęta i wyluzowana jakbym dopiero co nawrzucała komuś. biegnie dyrektor, pot mu cieknie po twarzy, krawat uwiera, czerwony, śmierdzący, matkooo. chyba dopiero wczoraj dotarło do mnie że to już koniec szkoły, koniec męki, że już po maturze!! zatęsknie za 10 lat.

mamie ktoś przywalił w samochód i zwiał! siedzimy w PZU, przychodzi pan od likwidacji szkód. żar się z nieba leje, on niestety musi być elegancki, wchodzi do sali, rozmawia przez telefon:
nie nie, nie będzie grila, bo dzisiaj mecz jest… no tak! no przecież mówie, nooo… no to nie martw sie to ja dzisiaj biore materac i jade do jarka na meczyk, no jak to nie wiesz! Polska z Niemcami gra! no dobra wiesz janie moge za bardzo rozmawiać bo w pracy jestem… no to wstaw do lodówki, co? nie to wezme ten granatowy materac, wiesz co chyba nie moge rozmawiać, noo, no bo ja w pracy jestem, no gorąco… a co u ciebie?
:D [nie ma to jak w PZU, 30 stopni gorąca i 20-osobowa kolejka]

jest tak upalnie, tak przyjemnie :) mama w nocy otwiera drzwi do siebie, żeby Klopot mógł wyjść na balkon. o to ja dzisiaj otworze u siebie żeby Reksio do mnie przyszedł :] a tak wogóle to mama chce zabrać Reksia do fryzjera.

pozdrawiam wszystkich!

kupiłam taaaakąaa walizkę i nie wyjeżdżam. dostałam gdzie indziej prace ale narazie ciichooo bo sie wyda. dowiem sie więcej w pracy w ten weekend bo ide do auchanu lansić się mundialowo.

a dni pruszcza były. i Kult był :) extra super, wszystko fajnie gdyby nie mała sytuacja. no bo kuzyna miałam pod opieką! 15 lat, ale mały ja dziecko z oświęcimia. i tak nad rzeką szuru buru, łaziło się co chwile, to pod scene do Kaziczka, przychodze w połowie i co widze – kuzyn nawalony leży. to ja go na plecy i pod scene wyskakać go. pech chciał że wywalił mi sie jak długi w tłumie i jeszcze darł sie że jemu tam dobrze. ja sie odwracam – wujek idzie. to go szybko z Zagato zbieramy i dre sie żeby sie uspokoił. w końcu jako tako postawiłam go. podszedł wujek z mamą, pytają sie czy wszystko ok. no jasne, a nie?

poszłam w tłum cob y schować gówniarza, Agata gdzieś sie zgubiła i zostałam z nim sama. oprócz tego że mój własny kuzyn strasznie sie kleił i co chwile przepraszał za to, gadał że uwielbia sie masturbować i moja koleżanka to niezła dupa no i łapał mnie za tyłek – to wszystko ok. więc zostałam z nim sama. każe mu skakać, połowa koncertu a ten drze ryja żer kkocha Kaziczka. zaczepia ludzi, rzuca sie na laski, ja za nim latam jak głupia, przepraszam ludzi, aż tu nagle jakaś parka w wieku mojej mamy

oni: to twój brat?
ja: no taak, ja przepraszam bardzo za niego
oni: daj spokój, niech sie dobrze bawi, ważne że pod twoją opieką

potem był bis, super pogo, kręce się, skacze i przy każdym obrocie zmieniam kierunek kręciołka kuzynowi, który skakał niczym janosik na koncercie don wasyla :/ i słysze coś takiego z prawej:

ale nieźle sobie radzi, podziwiam tą dziewczynę, zresztą fajna dupa, o kurwa żyga! on żyga! współczuje jej!!

ja sie patrze, a mały schylił sie tylko i drze sie: siiiikuuu

a że do krzaków było daleko, to na plecy i do tojtoja go zaniosłam. oczywiście kolejka jak po bułki i ide na początek i mówie:

przepraszam bardzo ale mój braciszek źle sie czuje, chyba pierwszy raz sie upił, głupio mi bardzo ale on musi do kibelka

i wpuścili go. siedzi tam już z 10 minit, wszyscy sie niepokoją, może sie zaciął?

chłopak z przodu: ty idź tam zajrzyj bo może wpadł przy rzyganiu do przerębli

tak mi było wstyd za niego, po prostu niezapomniany koncert Kultu…
po koncercie mama podchodzi i coś tam gada że może go zabierzemy bo cały czas wisi na mnie. no ale ja sie podjęłam opieki nad nim to go też dodomu przyprowadze.

ciemno jak w …., dziemy nad rzeke. pełno ludzi, Mateusz na pierwszym planie. chyba więcej ludzi tu już zna ode mnie.

k: a skąd ty ich znasz?
mati: a nie wiem, z koncertu hahahahaha

i co chwile tylko darł sie: przybij teleturniejową piąteczke

ubaw po pachy :/ siedzimy nad rzeką, Novak przyszedł. zaczęło się maltretanto, wkładał mu paluszki do buzi, ten sie hihrał jak głupek, biegał do rzeki, sikał na łące, hulali po polu i pili kakao, joł!

koniec końców wracaliśmy większą grupą to się zabrało małego. początkowo ja go wlekłam, szybko mi Novako pomogło, potem szwagier i jakoś to było, hej!

wujek miał ze mnie ubaw, a mama to chyba do dzisiaj posikuje jak sobie przypomni jak on sie dobrze bawił.


  • RSS