kasiapelasia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2006

huj1yd.jpg

maturzyści mają już dość.

moja mama kochana strasznie prosiła mnie, żebym naskrobała coś tutaj. usiadłam więc przed komputerem i zaczęłam zastanawiać się, że już dawno nie pieprzyłam tu od rzczy. wena jest ale po całym dniu umysłowego myslenia cięzkiego człowiek siada przed ekran i stweirdza, że woli pogapić się tępo przed siebie.
no to mamusiu opowiem Ci co było w Krakowie. najpierw była połówka, potem 0,7 a na koniec to już gibazol ciągnęliśmy :D nie no dobra, bo mi jeszcze nie uwierzysz :D bo to dopiero był początek wycieczki a jeszcze przed nami dwa dni opowiadania.
więc NO na początky pierwsze co to do agiewników, gdzie fakt faktem wszyscy ściemnili i nikt nie pocałował tej kości bo taka jest prawda że to odstraszało. niby miejsce święte a tu taki ZONK. potem do Krakowa. super zajebongo, łu brawo brawo, nawet godziny tam nie pobyliśmy. poszliśmy do knajpy, zamówiliśmy pizze i tak długo czekalismy że potem Arek na szybkiego brał po dwa kawałki.
wracaliśmy na zbiórke biegiem. ja biegłam jak szalona, a Arek za mną. rzucałam sie na ludzi a Arek robił nam zdjęcia. a tutaj kilka:
1,2,3

dobra kogo to obchodzi. przejdźmy do najlepszego.

jechaliśmy z księgową, która musiała nieźle podobać sie kierowcom, bo tylko ona mogła napić sie tej cholernej kawy!!!! a no i siedzieliśmy i tak siedzimy już z pół nocy, ja sie patrze a tu nieznajomy z nami!! aaaa no to dawaj powiedz jak sie nazywasz itd. siedział sobie taki w rogu i nic sie nie odzywał. zęstuje cukiereczkami i dre sie
kaś: kto chce cukiereczka?
wszyscy: no daj, ej jeszcze tamten
kaś [zdwojona głośnośc darcia ryja]: HALO KOLEGOOOOO

no i tak tajemniczy osobnik został HALO KOLEGĄ :D:D

w Kalwarii to nikt nie był w stanie wyjść z autokaru :D

dojechaliśmy do Wadowic i kolejna głupawa. wszyscy wyciągamy aparaty i udajemy chińczyków
Krzychu: łuki puki
Natala: łaaaahihiahahapooaahhaa
Krzychu: łuki puki

a właśnie. teraz mama coś gada do Asi, że czasem ją pozdrawiają w komentarzach i że ostatnio chyba przestali ;>

no a jak skończyła nam sie faza na chińzyków to wszyscy byliśmy rumuńską rodziną, która nigdy nie widziała lustra na jezdni i zrobiliśmy sobie takie oto zdjęcie: tutututklikaj

w domu Papieża wielkie wzruszenia, ale z nami jak to z nami. nie długo… śmieszne kapcie takie trzeba było ubrać. no i na pierwsze hasło wszyscy rzuciliśmy sie za laską Wasyla, która była w szpilkach i choć padał deszcz to non stop zakładała okulary przeciwsłoneczne (dobra nie smieje sie bo sama choruje na oczy). no i co widzimy proszem państwa: stoi na środku taka lafirynda, szpilki w kapciach i drze sie

L: Wasyl! chodź tu! no chodź tu! ruszyć sie nie mmoge! szpilka mi w wełnie utnkęła!

stoimy tak przed nią i obserwujemy jak okaz muzealny pomijając pozostałe atrakcje domu, a tu Krzysiek sunie. szuuuu szuuuu, płynie w tych kapciach jak naraciarz w senatorium. a w ręku adidasy.

my: Krzychu? co ci odbiło?
Krzychu: nie chciałem brudzić kapci :D

nastepny punkt wycieczki to była Częstochowa. zanim tam dojechaliśmy wszyscy już zdążtyli po 2 razy stracić przytomność :D uha uhaha :D nie no dobra wysiadamy z autokaru szczęsliwi po godzinnym krązeniu wokół tego samego budynku, a kierwocy mówią że mamy wsiadać spowrotem bo sie pomylili. suma sumarum przyjechaliśmy pod seminarium, my sie już cieszyłyśmy bo tam przez szyby widac było ćwiczących na sali jakichś chłopaków, a to klerycy byli mea kulpa no :/ wsiedliśmy do autokaru i KURWA NOSZ KURWA przejechaliśmy do budynku obok! już na piechote mogłam tam pobiec, a nie wyjśc, ubrać sie, tobołki, wejść, zgrzać sie i takie tamy.

ledwożeśmy weszli do DOMU REKOLEKCYJNEGO tukliknij
a już swoje rządy przejęła nad nami komando foka. i teraz uwaga, bo nowe słowo poznamy. KOMANDO FOKA to super zakonnica lepsza od czaka norisa, wyrabia 200% normy, ściągneła internet na dyskietke, tylko ona wie gdzie sie podziały tamte prywatki i tylko ona potrafi wyważyć kopem drzwi obrotowe. KOMANDO FOKA rozdzieliła tak sprytnie dziewczynki z mojej klasy, że ja zostałam sama na lodzie. nie pomogły żadne tłumaczenia, że ja bede spała z Natalką i że mam swój kocyk. KOMANDO FOKA jest nieugięta. to pierwsze co to plecak na plecy i biegne do chłopaków. ktoś mnie za fraki i wciągnał do pokoju. Tabaka za torbe i zwiała tyłami osłaniana przez chłopaków do kibla i przyszła dopiero jak sie skończył obchód. no to co sie dzieje dalej proszem państwa?

Mimka: nie no jak tu sie nie da wyjść nigdzie na impreze to ja sie spuszcze przez okno
(uhaha)

KOMANDO FOKA zupe cały dzień gotowała tpo trzeba było zejśc żeby przykrości jej nie zrobić. aaa ogórkowa była!!! ihahahahaha ale ALE!! nie cieszmy sie za długo! bo ledwożeśmy usiedli a już KoMANDO FOKA dawała znaki dymne że czas biec pod kościół na zamknięcie obrazu i apel jasnogórski. no i tak sobie wracamy już z tego zamknięcia. wycieczka w prawo, a my w lewo na monopolowy. ale Częstochowa jak to Częstochowa. godzina 21 i wszyscy śpią. jakiś dziadzia zaczął nam tłumaczyć gdzie by tu mogło być otwarte a gdzie nie. w końcu przychodzi jakaś babcia i zaczyna tłumaczyć nam, żeby sie spieszyć bo zaraz zamkną bramy miasta a ksiądz da nam chleb. suma sumarum: JAKBY NIE BYŁO BĘDZIE BARDZO MIŁO

srutututu, sratatata.
a tu zdjecie jak lezymy pijane i ledwo kontaktujemy. tututu a Jacek to tak sie upił, że aż portfel mu wcięło. potem, later, obudziło mnie rano jakieś chrzęszczenie. to pewnie Oani Wu wykonywała poranne wyginanie kości w prawej pięsci, zapinanie kamizelki kuloodpornej i ładowanie gnata. potem to było o 6 otdsłonięcie obrazu. przyszłam, posprzątałam i cóż sie dalej dzieje? furty, dwie, klucze zdać, wytłumaczyc sie. a tu lumpeks z boku „Polowanko na ubranko”. więc nasze szanowne umysły wymyśliły, że po całej nocy chlania czas uzbierac coś na piwo. no i ludzie chodzili a my śpiewałyśmy. w pewnym momencie zatrzymał sie jakiś ksiądz i sie gapił i gapił i gapił, my tu spocone wyginamy sie, mini jacuś w mp3, 4 słuhcawki, każda ma jedną. skończyłyśmy, ksiądz sie uśmiał i poszedł. i tak to rozruszałyśmy Czestochowe! potem były tańce hulance i swawola. kazali nam iśc na spotkanie z biskupem, ale ledwom go zobaczyłam :D:D:D widziałam tylko kawe a potem komisariat, bo Jacuś stwierdził że trzeba jednak zgłosić zaginięcie dokumentów, żeby ktoś nie wziął czas kredytu na jego dowód i nie przechlał (POLAND ALKOCHOLAND). spoktaliśmy po drodze księdza który powiedział że w kościele nudy.

i teraz najwazniejsza częśc, o której mało wspomne ze wzgl na nieodpowiednie zestawienie komicznej treści z tak pieknymi przeżyciami, ach :D na mszy za nas dziadiuś jeden mi bardzo dziekował za uśmiechnięcie sie do niego, ale to tyle o tym.

a potem co? a potem nic. kolejna knajpa, szopinng, ogólnie to luz blues i coca cola! no przesadziłam :D dobra czas kończyć bo mama chce już czytać.

i teraz najważniejszy koniec notki: MAMO BAW SIE DOBRZE JUTRO, UWAŻAJ NA SIEBIE, NIE CHLEJ ZA DUŻO I NIE WYDAWAJ PIENIĘDZY NA DURNE BRELOCZKI, BO I TAK ICH POTEM NIE NOSISZ. NO, TO TYLE.


  • RSS