kasiapelasia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2005

wszystko mnie dobija. non stop zimne ręce, w stopy ciepło mi jedynie gdy zakładam glany. najchętniej wtopiłabym się w ścianę i tak obserwowała co robią inni gdy są sami. albo chciałabym być oknem, które obserwuje ludzi. denerwują mnie te beznadziejne sińce pod oczami. bolą mnie od uczulenia. wyłączyłam telefon, nie chce z nikim rozmawiać. nie wychodze stąd. chce jeździć codzienie do szkoły zielonym autobusem. przez ten humor pokłóce się z wszystkimi i tym samym jeszcze bardziej się dobiję. najchętniej wprowadziłabym jakieś porządne zmiany.

po pierwsze: pani od matmy ponoć też jedzie na koncert Kultu :D

a teraz dalsza część… :P

k: a co bedziesz robiła jak sobie pojedziemy?
mamina: chłopa se przyprowadze!

a jeszcze wcześniej (uzywając czasu zaprzeszłego co sie go teraz ucze i nienawidze) Dyrektor kazał nam do siebie wpaść. stoję pod sekretariatem i czekam na zaproszenie. podbiegają swoi:

Stąpór: Pała co przeskrobałaś?
k: ja? nic!
Stąpór: to co Dyrektor tak długo gadał
k: bo musze jechać do pocztu sztandarowego
Stąpór: co?

i jakoś poszliśmy.

godzine później wychodze z klasy, a tu Andrew podbiega

Andrew: czemu wyzywasz dyrektora od szympansów?
k: do sztandarowego a nie do szympansów!!!!!!!
Andrew: co?

i poszedł.

był taki jeden dzień, że mamina w domu sama od dawien dawna została.

no bo ja miałam znowu fuche w poczcie sztandarowym, a Aśka do swojego Em.

k: mamooooo? czy ja jestem podstrzelona?
mamina: taaaa… ZOSTAW BO POŁAMIESZ TO KRZESŁO!!!!

na początku Zagóla stała na Łostowicach, a na zjeździe Sybiraków ja poszłam do roboty. byliśmy w chacie – ba! żeby to zwykła chata była! to był kompleks strzech w Szymbarku, a tam jakieś wzniesienia, kapliaczka, sala do tańcowania kaszubkiego, tabake sprzedawali, cuda niewidy! przylazł jakiś Wielki Dowódca i kazał wykonywać komendy. no to „baczność” – spoko, „do przodu” – spoko, troche sie pokiełbasiło przy „w prawo zwrot” i trudniejszych :p ale cóż… ja tam nigdy w wojsku nie byłam, to co mi się dziwić :p wpuścił nas za jakieś paski odgrodzone i staliśmy na baczność naprzeciwko wojska. stoimy tak i stoimy – Zagóla odpoczywa gdzieś po staniu na cmetarzu a żołnierze na przeciwko mnie non stop lukają. a że przebrałam glany na buty na obcasie to chyba zauważyli zmiane. jeden drugiemu coś szepcze – trzeci sie wychyla i lustruje. ubaw nieziemski. orkierstra zaczęła grać hymn, a tu jeden żołnierz gibie sie w rytm muzyki i usilnie próbuje zwrócić na siebie uwagę. troche postroiłam do niego miny, pomrugałam gdy wtem patrze…. i nie wierze! Wałęsa! stoi i sie gapi na młodzieży, której właśnie odbiło. gadanie, msza, przemówienia, chór Gedenensis (chyba tak to sie pisze) pośpiewał troche. ogólnie troche sie tam nastało, ale nie było takiej rzeźni, bo Bonczek spokojnie ustawił sztandar w stojaku no i staliśmy na trawie – także luz – tak to moge do 4 godzin wystać na miękkim. ale kurde zimno sie zaczęło robić! a w tyłku – ktoś rozebrał barierkę i wydostaliśmy się! idziemy sie przebrać a tu dowódca leci i drze sie na całą pare, że wstydu mu przed Wałęsą narobiliśmy. podarł sie i poszedł. poszłam sie przebrać do autokaru – spodnie, glany, bluza :D

w autokarze kierowca ze szczotą latał, a ja w staniku byłam – bo bluzke przebierałam. jak tylko sie zorienotwał co i jak to stwierdził, że musi z tyłu pozamiatać.

k: niech pan idzie stąd bo wstydze się!!!!
Boncheck: hahaha, a to dobre
po chwili

kierowca: myślisz, że ja takie cóś w życiu nie widziałem?
k: nie! takiego CÓŚ to pan jeszcze nie widział!

pozwiedzałam chate przywiezioną z Syberii, kapliczke…

—————————————————

a dzisiaj to :D:D:D

no bo tak: pani powiedziała, że skoro jesteśmy maturalni to możemy jeść i pić na lekcji. no to my wymyśliłyśmy, że zrobimy coś ekstra. i tak też zrobiłyśmy. Jaco przyniósł czajnik, my kubki i kisiel sobie parzyłyśmy na Pani biurku. :D:D

jade po południu samochodem i w pewnym momencie mama szybko hamuje. stary dziadek przed nami w ostatniej chwili zauważył, że na przejściu stoi krótka spódniczka i troszki późno zahamował.

mój dziadzio: stary babci o lasce by nie stanął.

chwila ciszy po czym wielki wybuch śmiechu :D

no i ogólnie to po staremu u mnie. generalnie to jest tak: że mi już chyba nigdy nie odbije w drugą strone. zwariowałam :D

apdejt: wyciągnij, wyciągnij!

znaczy się mama :]

weszła o 5 nad ranem do swojej sypialni i wrzasnęła: złaź z mojego łóżka!!!

a ja oczywiście rozwaliłam sie w poprzek i ani mi sie śni. tzn śni mi sie cóś, tylko mama obudziła. a chwile potem zdziwiona mamina podbiega do komputera i mówi: o zobacz! komputera zapomniałaś wyłączyć. aaaaaaaaa [okrzyk na cześć poruszenia myszką i usłyszenia dudniącej, głośnej muzyki] jak ty możesz przy tym zasypiać?

normalnie cywilizejszon mam w domu :D:D

a od wczoraj to już wogóle, bo mam nowy komputer :D

matematyka:
pani: policzcie to
ktoś: możemy na kalkulatorze?
pani: niee, zróbcie to ręką

w poprzedniej notce napisałam, że drzwi z zawiasów wypadły. co ja pisałam? chyba nie kontaktowałam, bo w tych moich drzwiach musiałam sie na szynie powiesić, bo rolki powypadały z szyn i drzwi nie chciały sie suwać, ale już luz.

i co ja teraz widziadzłam? PIKNIK LOTNICZY U NAS! i pokazy lotnicze! aaaaaaaaaaaaaaa wiecie co mi lata nad domem? Orliki! jaka zajebioza!!!! jeden robił kółko w powietrzu i w momencie gdy wzbijał sie do góry, to robił wiatraczek wokół własnej osi. 6 leciało razem robiąz kółko i nad moim domem odłączyły sie 2, a potem te 4 znowu zrobiło kilka akrobacji, a na koniec każdy w inną strone poleciał.

latają cały czas! w sumie jak sie przygotowywali do tego to nad miastem leciały czwórkami śmigłowce Mi-2, a te to są tak głośne, że lekcji nie dało sie zrobić!

Jezu jak to lata głośno! zawsze było u nas głośno ze względu na Pułk no ale teraz to już przesada :D. a wiecie co przed chwilą zrobiło 7 Orlików? gwiazdeczke! ha! a potem każdy psłynął w dół jak fontanna.

a ja stoję na balkonie i patrze jak Polska płonie! wiejeee wiatr.

no, teraz czekam aż włączą kolorowe pierdzioszki i bedą z tyłu na niebie takie kolorowe dymki. :D:D

ach i jeszcze dodam, że jutro przez nasze miasto przejeżdża TOUR DE POLOGNE i Morgoth wymyślił, żeby kupić spreje i do narysowanych znaczków domalować strzałki w różne strony co by się kolarze zdezorientowali :P

kasia: w Underze też są takie towary. a najbardziej męski jest taki jeden, który ma włosy do tąd [pokazuje, że do łokci] i ma taki brzuch [czyli taaaaaaaaki]
mama: [uśmiech nr 1]
kasia: a co ty myślałaś? że najpiękniejsze są takie plastiki z okładki?
mama: [uśmiech nr 2]
kasia: a właśnie że nie! tak właśnie powienien wyglądać normalny, polski chłop! zdrowe bo polskie!
mama: [wielkie oczy] yyyyyy

zatkało kakało. nie wie, bo nie zna sie.

ach no i tekst, który miał być na blogu:
ciemno, cisza, mroczniee…. idziemy przez ogród po zebraniu prania:

kasik [cieniutkim głosem]: Krzysiu daj to wiadro..
Krzysiu [króto i głośno]: NIEE!

zawału można dostać!

to straszne! aż wstyd się przyznać, ale nie potrafię pralki włączyć!

umyłam gary, sprzątam pokój, bo pełno w nim porozrzucanych ubrań. w sumie to niedobrze żyje się w bałaganie.

przyszedł Andrzej, powiedział mi co i jak z praniem i wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że pralce nie chciała działać. dobra, ucieszyłam się chociaż, że pomógł. siedział przy kompie, oglądał w necie zdjęcia swojej ukochanej i odkrzykiwał mi co i jak. z tego wszystkiego co mi powiedział, wynikało, że zielone skarpetki moge wyprać z czarnymi gaciami, a niebieską koszulę nocną NIE! kolorowe ręczniki jak najbardziej moge upchnąć i wogóle kolory z ciemnymi, więc dopchnełam jeszcze rózową koszule nocną, żółte prześcieradło i stringi w panterkę.

jakby nie było – pranie czekało w pralce :]

poszlajałam się troche, przychodze do domu, a tu drzwi zamknięte. kurde! zawsze ja przekręcałam klucz, żeby mi nie wlazł i nie budził, ani sie nie czepiał o nic, a tu on sobie wlazł dziad jeden jak mnie nie było, przekręcił klucz, włączył tv i czekał na mnie. nie mogłam otworzyć – to dzwonie. a ten jak na mnie wyleciał! że go do domu nie chce wpuścić, a tu taka gosposia ze mnie że sratatata. poszłam, bo juz słuchać tego nie mogłam – robie zakupy, a on i tak mi przynosi chleb! nienawidze takiego traktowania! wtrynia sie jakbym miała dwie lewe ręce! sama umiem zrobić zakupy, posprzątać, zrobić pranie i nakarmić psa!

i nie ide dzisiaj do babci na herbatke! niech sobie krzyczy dalej, to wogóle się obraże!

i posprząałam całą kuchnię, mój pokój z ubrań, próbowałam naprawić drzwi, które wytrąciłam z zawiasów i mnie wkurzają, a teraz pralka sie pierze i czekam na stop, żeby wywiesić pranie i pójść spać.
i słucham Skinny Pupy, które dzisiaj dostałam od Białego, o!

i sama sobie umiem poradzić! nikt mi sie nie musi wtryniać!

w sumie to nie jest mi tak źle. mamuś zadzwonił spytać sie jak nam idzie, jest ze mnie zadowolona, kazała nie drzeć sie na babcie i może później przyjedzie. ZAJEBIŚCIE! i tak kurde ma być!

Andrzej [krzyczy i biegnie z markerem przez korytarz]: gińcie paszczury kicici
kasiapelasia [krzyczy nie podnosząc tyłka ze schodów]: Andrzej stój, to jest nauczycielka!
Andrzej [szczęka w dół]: to chyba jakaś nowa bo pierwszy raz widze
kasiapelasia: no młodo wygląda, jak kindermetal ^^

dzisiaj w Biedronce Pałka pomyliła podpaski z workiem soli i jakieś drechy miały z nas ubaw :]

ide prać. pa


  • RSS