kasiapelasia blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2004

rokblog.jpg
podziękowania dla wszystkich, którzy wytłumaczyli mi instrukcję zakładania bloga.
podziękowania dla wszystkich cierpliwych, którzy raczyli wysłuchać moich idiotycznych pytań dotyczących html’a i pomogli mi w doprowadzeniu mojej wiedzy ku wyżynom.
podziękowania dla wszystkich, którzy tu zaglądają, czytają, doradzają, komentują, podziwiają, wychodzą i wracają.
podziękowania dla wszystkich, którzy przyczynili się do grubości księgi.
i na koniec podziękowania dla Squonka (i tu należy nacinąć na jego pseudo) , który jest współtwórcą tegoż oto tytułu i jako pierwszy został powiadomiony o moich zamiarach co do tej niespodziewajki.
reszty już nie będe wyróżniać bo mi się nie chce za bardzo wazelinić. sratatata :)
na początku trzeba pojechać do Mekki. trzeba przebrać się w biały strój bez szwów i udać się do świątyni. tam powinno się okrążyć 7 razy święty kamień Kaaba. potem czas zabierają przygotowania do wyprawy. można zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. wszyscy boją się o higienę. nazajutrz z rana wyruszają do miejsca oddalonego o 8 km. tam na dwóch kilometrach kwadratowych znajduje się ponad 52 tys. namiotów. są bardzo duże, mieszczą około 30 osób. istnieją podziały na męskie i żeńskie i wszędzie te perskie dywany!!! śpią na podłodze. toalety też są podzielone. zamiast ubikacji są duże otwory w ziemi. nawet spłuczki nie ma! jedzenie dostają od zaopatrzeniowców. modlą się. trzymają przed sobą ręce tak, jakby trzymali książkę. mówią, że czytają Koran. medytują i dążą do wewnętrznego wyciszenia. na trzeci dzień już o 11 rano jest około 40 stopni Celsjusza. wysokie jak latarnie słupy rozsiewają mgiełkę, a oni idą i idą do kamiennej góry. na szczycie stoi słup. mówią, że tam Adam spotkał Ewę i tam odbędzie się sąd ostateczny. stoją w skwarze aż do zachodu słońca. modlą się z prośbą o przebaczenie. płaczą, mdleją… kiedy robi się ciemno, wyczerpani podążają do następnego świętego miejsca, aby zebrać kamyki. potem ukamienują nimi diabła. jeszcze w nocy idą znów do Mekki, aby tam z samego rana znowu okrążyć 7 razy kamień Kaaba. nogi bolą ich niesamowicie. już nie mogą doczekać się, kiedy zdejmą klapki i ubiorą wygodne, sportowe obuwie. przed nimi jeszcze bieg wokół świątyni. muszą okrążyć ją 7 razy. potem należy złożyć ofiarę. kiedyś robili to własnoręcznie. dziś opłacają rzeźników. siedzą na swoich plecakach i czekają aż ich superkomórki zadzwonią. wtedy będzie gotowe – ofiara zostanie zabita. nareszcie będą mogli udać się do miasta. mężczyźni golą głowy. brzytwy są ostre i często ich kaleczą, a potem obsypują kredą, od której bardzo piecze. kobiety obcinają pukiel włosów. i znowu wędrówka. tym razem niebezpieczna. przy kamienowaniu diabła w ciągu tygodnia średnio ginie około 35 osób. ludzie są agresywni. przepychają się. diabłów jest trzech. to kamienne słupy w wybetonowanych dołach. trzeba rzucić przynajmniej 7 kamyczków, trzymając je w lewej ręce, a prawą celując. wzdychają, płaczą, krzyczą. wyrzekają się diabła. nie wystarczy go zabić. trzeba wrócić do domu i stawać się lepszym. powracają do namiotów i tam już tylko odpoczywają. w ciągu 5 dni spali około 12 godzin i przeszli około 600 km. żałują starców i dzieci, że nie mogą jeszcze, albo już doświadczyć tej fascynacji. mówią, że kojarzenie islamu z wojną jest bzdurą. nie utożsamiają się z tym. chcą zbawienia, a przy tym modlą się za grzeszników. co godzinę do Mekki przyjeżdża 10 tys. ludzi, którzy pragną udać się w życiową wędrówkę. są dla siebie mili i tolerancyjni. Muzułmanów z Ameryki, którzy mogą nosić się na czarno traktują z szacunkiem. mówią im, że są dobrzy i nienawidzą Arafata. naprawdę są dobrzy. ich wiara jest bardzo silna i imponuje mi.
otwieram w nocy oczy i świecę nimi na cały pokój. najważniejsze w tym wszystkim to nie zachować duszy. koty chodzą po parapetach. przewracam kolorowe obrazki w mojej głowie. zastanawiam się jak narysować szczęście. w pionie czy w poziomie kartki? obciąć mu nogi czy naszkicować z daleka? dorysuje mu w ręku małe pudełeczko, a w nim moją duszę wyglądającą spod kokardki. taką radosną i uśmiechniętą, bo szczęście się nią zaopiekowało.
nie przepraszam. gdyby ktoś postawiłby przede mną na stole dwa duże granaty, roześmiałabym się. nie dziwię się. jestem uodporniona na wszelkie nowości. dawno nie byłam w kinie. bridget jones wymiata, a ja zrywam boki ze śmiechu. wolę śmiech niż płacz. przeszkadza mi hałas. lubię ciszę i płynnosć. poza tym mam straszną ochotę pograć na pianinie. nikomu nie oddam moich nut, choćbym już nigdy w życiu nie miała zagrać. i jeszcze jedna rzecz na którą mam ochotę to po prostu upić się. gadam głupoty. jestem wstawiona. nie dokończe swego stanu, bo zaczęłam go w domu. już by mama zauważyła. mój stan i ubytek w nalewce…
Gdybym miał dziesięć rąk
Gdybym miał dziesięć rąk
to jedną drapałbym się w głowę.
Drugą jadłbym lody czekoladowe.
Trzecią grałbym w guziki.
Czwartą szarpałbym dziewczyńskie warkoczyki.
Piątą sprałbym tych dwóch od sąsiadki.
Szóstą skubałbym kwiatki.
Siódmą od niechcenia kierowałbym ulicznym ruchem.
Ósmą łapałbym muchę.
Dziewiątą waliłbym w ogromny bęben.
A dziesiątą?
Dziesiątej używać nie będę.
Bo co?
Bo rzecz wiadoma.
Straszniem się napracował tamtymi dziewięcioma.

Joanna Kulmowa

Niepotrzebny mi pierwszy listopada… I tak jestem często na cmentarzu. Może to dla Was tylko jedna z niewielu okazji, żeby odwiedzić bliskich. I dobrze, że jest dla Was taka okazja! Bo siedzielibyście wiecznie przed komputerem i narzekali, że nie ma czasu iść na cmentarz. Dla chcącego nic trudnego. Ja tam jednak wolę posiedzieć sobie przy grobie w ciszy. Nikt mi nie lata nad głową i nie przeszkadza w skupianiu moich myśli.
P.S. Chomisia mi zdechła!

  • RSS